Ong-Bak (2003)

Opis: W dolinie, z daleka od zamętu i hałasu, leży Nong Pradu, spokojna tajlandzka wioska, w której stoi czczony posąg Bezgłowego Buddy, nazywany także Ong Bak. Pewnej nocy Don i jego ludzie odcięli głowę posągu, aby wkraść się w łaski bezwzględnego gangstera Khoma Tuana, a czyn ten pogrążył całe Nong Pradu w smutku i żałobie. Ting, chłopiec mieszkający w świątyni, po kryjomu studiował z ksiąg ukrytych w komnacie, której strzegł, starożytną sztukę tajskiego boksu. Teraz Ting podejmie się zadania odzyskania głowy Ong Bak. Tropami złodzieja podąży, aż do Bangkoku, stawiając po drodze czoła wielu przeciwnikom.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Reżyseria: Prachya Pinkaew
Scenariusz: Prachya Pinkaew, Panna Rittikrai
Zdjecia: Nattawut Kittikhum
Scenografia: Arkadech Kaewkotara
Obsada: Phanom Yeerum, Petchtai Wongkamlao

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

ks: Brak skomplikowanej fabuly ( mamy problem, wiec musimy go rozwiazac ) nie pograza tego filmu. w walkach wschodu najwazniejsza jest uczciwosc i o to w tym filmie chodzi. nie zobaczymy tutaj scen walki kreconych przy pomocy roznych wspomagaczy takich jak jakies liny, czy druty, ktore pozniej zostaja wymazane.

Dishman: Słyszałem, że właśnie film kręcony był faktycznie bez żadnych specjlnych ujęć. To co widzimy na ekranie jest naprawdę możliwe. Owszem zdjęcia z walk mogą się podobać – główny bohater uderza nie pięścią, czy stopą, ale łokciem i kolanami – ale mnie osobiście razi jedno. Z małej wioski zostaje skradziony posąg, jeden dzielny i ambitny postanawia odzyskać straconą część ciała posągu.

Gomuś: Całkiem niezły film. Może nie tak dobry jak te z Brucem Lee, ale da się obejrzeć. Sceny akcji są dosłownie zachwycające, gorzej z aktorstwem, które jest zwyczajnie … złe. Główny bohater pięknie się bije, ale charyzmy u niego tyle, ile soli w cukrze.

cfaniak: Film całkiem niezły , ale były dwie rzeczy w tym filmie które mnie naprawdę rozbawiły. są to napisy na murach jeden to podobno pozdrowienia dla Spielberga a drugi też dla jakiegoś reżysera o spotkaniu. masakra leci sobie filmik a tam na murze takie napisy.

don Bubas: Film fabularnie przeciętny, aktorstwo też takie sobie, właściwie to jedna wielka kopia stereotypów: bohater z biednej wioski trafia do brutalnego miasta, gdzie pomaga mu sztuka walki, spotyka fajtłapę, by z nim ocalić wieś. Do tego jakiś uliczny turniej, zły mafiozo i kilka karków do zopitolenia w miejscu gdzie roi się od przydatnych narzędzi do walki.

ramirez: A mnie tam się nawet podobało. Ale oglądałem film tylko i wyłącznie dla scen walki, nie zwracając zbytnio uwagi na nic innego. Powtarzane ujęcia faktycznie były trochę męczące, ale wydaje mi się, że były tam ze względu na brak funduszy na efekty typu matrixowego. Ot starali sie matrix dla ubogich zrobić.

czarna_pantera: Ale to że film jest schematyczny i przewidywalny to trzeba przyznać. Słaby i bez żadnych rewelacji – jednym słowem tandeta. Niestety, ale taka prawda. Może kiedyś zaprezentują nam prawdziwe muay thai na ekranie. Będę czekać z niecierpliwością.

Andrev: Mam wrażenie, że najważniejsze w filmie “Ong-Bak” są powtórki scen, w których głównemu bohaterowi udaje się niesamowicie ominąć przeszkodę, czy zadać niemożliwy do wykonania przez normalnego człowieka cios (coś pod Chucka tylko że w powietrzu) po którym zły bohater już nie wstaje. Uważam, że straciłem trochę czasu na ten filmik.

Źródło: MovieForum.pl

0 Odpowiedzi do “Ong-Bak (2003)”



  1. No Comments Yet

Napisz odpowiedź