W rytmie hip-hopu (2001)

Opis: Sara jest zwykłą nastolatką z niezwykłym marzeniem: pragnie zostać światowej sławy baletnicą. Nagła śmierć matki niweczy te plany. Sara musi porzucić wielkie nadzieje i zamieszkać na przedmieściach Chicago z niemal obcym sobie ojcem. Jako biała dziewczyna, w zdominowanej przez czarnych szkole, nie ma łatwego życia. Pocieszeniem jest dla niej przyjaźń z Chenille, czarnoskórą koleżanką z klasy oraz jej przystojnym i ambitnym bratem Derekiem. Pomiędzy Sarą i Derekiem rodzi się uczucie, ale romansu nie może zaakceptować ani ojciec dziewczyny, ani rodzina i środowisko chłopca. Młodzi ludzie stają oko w oko z największym wyzwaniem swego życia – jak pozostać wiernym swym marzeniom i sobie na przekór przeciwieństwom.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Reżyseria: Thomas Carter
Scenariusz: Duane Adler, Cheryl Edwards
Zdjęcia: Robbie Greenberg
Muzyka: Mark Isham
Obsada: Julia Stiles, Sean Patrick Thomas

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Durden: Historia typowa dla tego typu produkcji – zakazana miłość, wspólna pasja, ble ble ble. Ale o dziwo nawet znośnie się to ogląda. Przed seansem obawiałem się nieco muzyki – hip hop w tytule nie napawał mnie szczególnym optymizmem, ale na szczęście nie było tak źle. Fajnie się tego słuchało, a w połączeniu z tymi wszystkimi tańcami dało nawet ciekawy efekt.

betsi: To taki film na raz… Przyjemnie się oglada ale jakoś wracać się szczególnie nie chce. Niezłe układy taneczne, a i muzyka nienajgorsza – ale to w sumie podstawa, bez nich ta produkcja byłaby totalną kaszaną.

doogi: Oglądałem lata świetlne temu, kojarze pare scen ale w całość tego za nic w świecie nie skleje (wiem jedno żę sąsiad zawsze jak łupaliśmy w karty to puszczał ten film z vhsa bo mu się muzyka podobała i tak piąte przez dziesiąte co nie co kojarze.

asia1710: Ogólnie nie lubie hip hopu, nie lubie tej aktorki, nie lubie schematów. Więc chyba nikt się nie zdziwi że film mi sie nie spodobał. Jedyne co było w tym filmie udane to końcowy ‘free-style’ i tu naprawde szacunek, bo wrażenie mam bardzo pozytywne.

Narya: Dwa słowa: kiła i mogiła. Tak słabego filmu muzyczno-tanecznego dawno nie widziałam (tak tak nie widziałam “Step Up”). Słabe jest tu niemalże wszystko, poczynając od dennej, przewidywalnej fabuły a kończąc na w większości słabych scenach tanecznych. O wadach mogłabym walnąć elaborat na pół strony ale szkoda czasu.

Sayuri: Lubię Julie Stiles – uważam ją za zdolną osóbkę potrafiącą grać. Ekranowy duet nie raził widza, komponowali się dobrze – fajne były te ich próby (zwłaszcza pierwsza). Dwa razy przewijałam na jej taniec podczas egzaminu – świetny.

English Psycho: Mój najwiekszy problem jest taki, że W rytmie hip hopu strasznie utwierdza wszelkie sterotypy jakie mamy z czarnymi i bialymi i nie wydaje mi sie to w porzadku… Wiecie, Czarni to żyja w gettach, nienawidzaą Bialych, tak chodzą i tak mowią i tanczą, a Biali sa bogaci i cywilizowani.

alexgirl: Mnie film specjalnie nie poruszył. Głównie skupiłam się na tym jak bardzo irytująca jest główna bohaterka. Oglądało mi się go dość ciężko. Nie lubię tej muzyki ani nie przepadam za tym tańcem. Być może dlatego mam takie złe uczucia co do tego filmu.

Źródło: MovieForum.pl

0 Odpowiedzi do “W rytmie hip-hopu (2001)”



  1. No Comments Yet

Napisz odpowiedź