Opis: Historia młodej Honey, która pragnie za wszelką cenę wyrwać się ze slumsów i zostać profesjonalną choreografką. Jej kariera staje jednak pod znakiem zapytania, kiedy odrzuca zaloty szefa studia, dla którego pracuje. Od tej pory będzie musiała pokonać wiele przeciwności, jakie pojawią się na jej drodze, by móc zrealizować swoje największe marzenie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Reżyseria: Bille Woodruff
Scenariusz: Alonzo Brown, Kim Watson
Zdjęcia: John R. Leonetti
Muzyka: Mervyn Warren
Obsada: Jessica Alba, Mekhi Phifer
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zimon1: Nie no, ten film to totalna porażka. Nic nie jest w stanie go uratować – nawet najbardziej fantazyjne wygibasy Alby. W sumie to nawet nie chce mi się o tym pisać, bo niby o czym. Fabuła prosta jak konstrukcja cepa, wszystko wiadomo od początku do końca, aktorstwo – eee, było tam coś takiego?
Selune: Oglądałam go dawno i pamiętam, że wtedy mi się spodobał, lecz bynajmniej nie miałam zamiaru obejrzeć po raz drugi. Jest to lekki film z banalną fabułą. Mi nie przeszkadzała gra Alby, która może nie jest wybitna, ale też nie aż tak bardzo zła.
Motoduf: Żałosny film. Leży na całej linii. Aktorstwo do chrzanu, dialogii i sama fabuła wołają o pomstę do nieba, oddanie realii slumsów to juz kompletna porażka. Alba grać nie umie kompletnie. Naprawdę trudno byłoby wyłuskać z tej bezmózgiej tandety choć jeden, maleńki plusik.
don Bubas: Pretensjonalny cukierek. Mógł być słodki filmowy deserek, ale za dużo tu cukru i aż mdli. Wszystko jest beznadziejnie idealne. Idealna jest Alba, idealny jest jej uśmiech, idealny jest jej charakter, idealnych ma rodziców (tylko matka gdzieś z pół godziny jest nadopiekuńcza….), idealnych ma przyjaciół, itd
mapleleaflady: Ten film mnie dobił… Z opisów myślałam, że będzie o tym jak Honey chce być gwiazda tańca, ale jak nią została po 20 minutach to się torchę zgubiłam… Potem główym motywem filmu zostało uratowanie Benny’ego i innych dzieciaków… Beznadzieja i żenada.
Dougray: Ja widziałem ten film jakiś tydzień temu. Mój kumpel przyniósł na uczelnie kasetę VHS i sobie oglądaliśmy zamiast ćwiczeń z angielskiego wiec mam jak najbardziej pozytywne wrażenia. Tylko trochę mnie muzyka męczyła i ci murzyni w złotych łańcuchach. Żeby była jasność, ja nie jestem rasistą po prostu drażni mnie ta subkultura ukazująca wielkich murzynów obwieszonych złotem.
Cala: Bylam. I bylo nawet niezle. Tzn. odnioslam wrazenie w ktoryms tam momencie, ze Honey to taka Matka Teresa z Harlemu i mi sie slabo zrobilo. Nie lubie takich rozmemlanych filmow. Sytuacje ratowala choreografia i strona wizualna. Bylo na co popatrzec… Muzyka tez byla genialna.
Trinity: Film mi sie nie podobał, Alba gra żenująco. Ja nie wiem jak ona chce sobie wyrobić jakaś w miare dobra opinie w świecie kina jesli gra w takim… czymś…
źródło: MovieForum.pl
0 Odpowiedzi do “Honey (2003)”